Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/onanto.do-atmosfera.warmia.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
381

- On się z nią nie ożeni. Nigdy więcej jej nie dotknie. Już ja się o to postaram. - Jego oczy miotały błyskawice. - Tym razem przeleciał niewłaściwą kobietę. Cassidy chwyciła go za ramię i rzuciła się na niego. Ręka Derricka opadła pod ciężarem jej ciała. Rozluźnił palce. Strzelba upadła na podłogę. Cassidy w mgnieniu oka podniosła broń i wycelowała z dwururki w klatkę piersiową brata. Drżały jej nogi, ale strzelbę trzymała pewnie. - Idź na górę, Derrick. Jesteś pijany i bredzisz bez sensu. Prześpij siei wytrzeźwiej. - Co? Ty masz zamiar mnie zastrzelić, gdy ja chcę bronić honoru naszej siostry? Ludzie! - Niech Angie broni się sama. - Boże drogi, Cassidy, przecież ty ryczysz, gdy strzelam do jaskółki czy jakiegoś cholernego kota. Nie strzelisz do mnie. - Strzelę. Przysięgam, Derrick! - Serce łomotało jej w piersi. Miała spocone dłonie. Zacisnęła palce na spuście. - Jeśli myślisz, że będziesz ścigał Briga z tą strzelbą i... oj! Derrick chwycił broń za lufę i wyrwał ją z zaciśniętych palców siostry. - Jesteś tak samo zła jak ona - warknął. - Bez przerwy łazicie za tym mieszańcem. Daj mi spokój. - Nie możesz... - No to patrz! - Wypadł z pokoju i zbiegł na dół, na korytarz. Cassidy miała na nogach pantofle na obcasach. - Zostanę miejscowym bohaterem, jeśli załatwię McKenziego. Wyświadczam przysługę tobie, sobie, Angie i całemu temu cholernemu miastu. - Zadzwonię po mamę i tatę. - No to dalej. - I na policję. Jeżeli coś się stanie Brigowi, przysięgam, że cię wydam i... Odwrócił się i spojrzał w wykrzywioną z wściekłości twarz Cassidy. Jego oddech był przeniknięty alkoholem i dymem. - Ty chyba nic nie rozumiesz? Brig zgwałcił Angie. - Zgwałcił? - A jak? Myślisz, że chciałaby tego z nim? - Derrick wykrzywił się z niesmakiem. - Ale ona... - Flirtowała z nim. Ze wszystkimi flirtuje. Ale nie chciała zrobić tego z Brigiem. Zmusił ją. - Chyba... chyba było odwrotnie. Słyszałam, jak rozmawiała z Felicity. Powiedziała jej, że ma zamiar uwieść Briga. - Kłamiesz - warknął, trzęsąc się z wściekłości. - Nie, nie kłamię. Jeżeli mi nie wierzysz, spytaj Felicity. Oczy Derricka zmieniły się w wąskie szparki. - Ją ostatnią bym o to pytał. - No to porozmawiaj z Angie! Sama ci powie. Z wściekłości drżały mu nozdrza. - Skłamie, żeby go chronić. Ale już za późno. Najwyższy czas, żeby Brig McKenzie zapłacił za wszystko. - Podrzucił strzelbę w ręce i otworzył drzwi. Cassidy została sama, przytulona do ściany. Derrick odjechał. Myślała, że się przewróci. Była bezradna. Ani rodzice, ani policja nie potraktują jej poważnie. Brig słynął z tego, że zadzierał z prawem, a Derrick miał opinię chłopaka, który jeszcze nie dorósł. Więc czasem sobie wypił i rozbił parę samochodów. Wywołał awanturę, może dwie. Sypiał z kim się dało. Nikt nigdy na tym nie ucierpiał, z wyjątkiem Felicity Caldwell, która popełniła błąd i zakochała się w nim na zabój. Poważniejszych problemów nigdy z Derrickiem nie było, bo Rex Buchanan chętnie płacił za wybryki swego syna. Ale za Brigiem McKenziem kłopoty ciągnęły się jak pioruny za błyskawicą. Władze nie uwierzyłyby, że mówi prawdę. Usłyszała warkot samochodu Derricka. - O Boże.... - Modliła się w duszy, żeby jej brat nie znalazł Briga i Angie razem. Wnętrzności Cassidy ścisnęły się boleśnie. Zbyt często była świadkiem wybuchów Derricka. W dodatku w ciągu kilku ostatnich lat zrobił się gorszy. Okładał konie batem do krwi, strzelał do jaskółek i traktował koty jako doskonały cel treningowy. Przypalał Williego papierosami. Chłopak nigdy nie poskarżył się ani słowem, ale Cassidy domyśliła się prawdy i spytała brata wprost. Ostrzegła, że jeżeli to się powtórzy, powie ojcu. Derrick się wtedy roześmiał. - Chyba żartujesz? - Zgasił ją, gdy mu zagroziła. - Jeżeli ojciec będzie miał do wyboru twoją wersją i moją, to komu uwierzy, jak myślisz? Twoich słów nie potwierdzi nawet ten półgłówek. - Jak to nie? Przecież wie, co mu zrobiłeś. Derrick leniwie wykrzywił usta w złośliwym uśmiechu. - Wie, ale nic nie powie.

381

jeśli to miałoby w czymś jej pomóc.
pensji, nawet symbolicznej. Większość działaczy organizacji stanowili
również: działali w południowym Chihuahua i Coahuila. Mieli
Podążam ku głowie węża, ale muszę zacząć od ogona.
303
by mogła mu kiedykolwiek wybaczyć. Przecież wiedział - wiedział! -
Było jeszcze wspanialej, gdy czekał na nią Rip. Ale to ostatnio
przypomnieć sobie kombinację cyfr, która pozwoliłaby przenieść
odpowiadając na pieszczotę. Dlatego pozostał przy łagodnym i
Syknęła z irytacją, po czym pobiegła na górę po świstek papieru,
komuś innemu. Lorenzo to głupi był, zawsze. A gardło mu podcięli na
usiłował negocjować. Teraz już tylko błagał jękliwym głosem. Diaz
166
80

niedoświadczonym agentem i wiedział, że niektóre obrazy mogą tkwić człowiekowi pod

rzecz, że w Internecie można się podać za kogokolwiek, zrobił taką dziwną minę.
Podniosła słuchawkę, zanim przebrzmiał do końca pierwszy przenikliwy sygnał.
związek z Vander Zandenem?
– Takie tam głupstwa. Nie słyszałaś, to usłyszysz. Przecież mówię, że ta pustelnia to
Na miejsce tragedii przyjechały gliny. Tępe, pozbawione wyobraźni, małomiasteczkowe
Ale okna białego, ozdobionego kolumnadą pałacyku były ciemne – doktor już spał. Pani
– Rzeczywiście pojawiło się parę pytań, na które musimy odpowiedzieć – stwierdził
ona powiedziałaby mu o sprawach, których nikomu jeszcze nie zwierzyła. Siedzieliby na
pomieszczenia tonęły w gęstym mroku.
Przenajświętsza Orędowniczko, ochroń i obroń!
celibatu. Ślub czystości raczej nie jest potrzebny, ale celibat – owszem, przydałby się.
czasem potrzebuję trochę rozrywki.
tam. Rainie rozluźniła mięśnie twarzy i posłała mu czarujący uśmiech.
szarą koszulkę. Na ulicy przeniknął go ostry chłód poranka. Biegnąc, Quincy wciąż rozmyślał
Pelagia zaś wypowiedziała uwagę o charakterze psychologicznym:

©2019 onanto.do-atmosfera.warmia.pl - Split Template by One Page Love